Co robić z kaczką przed wyścigiem? Można na przykład zabrać ją w pasjonującą, pełną przygód podróż! Taki odpoczynek na pewno zmotywuje zawodnika do wytężonego wysiłku w dniu 27 maja! Jedna z kaczek miała okazję pozwiedzać trochę świata. Zobaczcie jej niezwykłą relację.

 

Ta historia zaczęła się w Lublinie. Mam nadzieję, że jej finał również odbędzie się w Lublinie, 27 maja. Ale po kolei. 🙂

Czwartego kwietnia, podczas oficjalnej inauguracji Wyścigu Kaczek, zostałam odebrana przez mojego nowego właściciela Adama. Dowiedziałam się, że wystartuję z numerem 608 podczas piątego już Wyścigu Kaczek w Lublinie.

Na początku miałam się nazywać Kaczuszka Podróżniczka, ale że takiej kaczuszce jak JA to nie przystoi, nazwałam się kaczuszka Księżniczka Podróżniczka! 🙂

Już następnego dnia rano wyruszyłam, a jakże, w podróż. I to naprawdę daleką podróż!

Najpierw pojechałam do Krakowa, by pozwiedzać to piękne miasto. Stwierdziłam, że przy okazji namówię Smoka Wawelskiego do udziału w wyścigu. Niestety okazał się leniem i postanowił nie ruszać się z miejsca. Cóż, może innym razem. 😉

Z Krakowa samolotem poleciałam do Francji, do Lourdes, by następnie dotrzeć do Hiszpanii, a dokładnie do przepięknego miasta Irun.

I właśnie w Irun zaczęła się moja wędrówka szlakiem Camino del Norte przy oceanie do Santiago de Compostela.

W dziewiętnaście dni wraz ze swoim towarzyszem podróży Adamem pokonałam dystans prawie 850 kilometrów!!! Mijaliśmy takie miasta, jak: San Sebastian, Bilbao, Santander, Gijon, Aviles, Ribadeo, Monte do Gozo, Santiago de Compostela.

Jak wiadomo, podczas takiej wędrówki pogoda bywa zmienna. Wędrowałam i w słońcu, i w deszczu. Jednak najgorszy był silny wiatr wiejący prosto w dziób. W takich przypadkach chronił i ogrzewał mnie pomocny Adam. 🙂 Ja również dodawałam mu otuchy w chwilach zmęczenia i znużenia.

Podziwiałam cała masę cudownych widoków. Rozmawiałam też po kaczemu z innymi napotkanymi po drodze zwierzętami, opowiadając im o wyścigu. 🙂

Ale nie tylko zwierzętom o tym mówiłam! Zapraszałam również wszystkich ludzi napotkanych po drodze, by wsparli dzieci poprzez zapisy na wyścig i zdobycie własnej kaczuszki.

Po dotarciu do Santiago de Compostela i odpoczynku w polskim schronisku dla pielgrzymów w Monte do Gozo następnego dnia pojechałam autobusem do Fisterry, by wreszcie (do tej pory było chłodno) zanurzyć się i wykąpać w najprawdziwszym oceanie!!! 🙂 🙂 🙂

Niestety wszystko, co dobre, szybko się kończy… 🙁

Przyszedł czas na powrót do rodzinnego miasta i do mojego stadka kaczuszek. Ale jeszcze zdążyłam polecieć do Barcelony, by chociaż przez chwilę podziwiać to miasto.

Poskramiałam lwa i zrobiłam sobie zdjęcie przy pomniku Krzysztofa Kolumba!

W drodze powrotnej kapitan samolotu pozwolił mi usiąść przy pulpicie!

Niestety nie zezwolił lecieć w kabinie pilotów, więc widoki chłonęłam przez okno w kabinie dla pasażerów. 🙂

Po południu wylądowałam na lotnisku w Krakowie-Balicach. Do Lublina dotarłam zaś 27 kwietnia, czyli równo miesiąc przed moim startem w wyścigu. Teraz pozostaje mi czekać na wyścig, podczas którego dam z siebie wszystko! Trzymajcie kciuki!